STRONA GSWNA | WITAMY | KONIE MAPOLSKIE | PSY | KRESOWE KLIMATY | SUKCESY HODOWLANE
GALERIA FOTO |  KRESOWY ZAGO袰ZYK DONOSI |  OGNIEM I MIECHEM                                                                                          
Kresowy Zago馽zyk donosi


"Ogniem i Miechem" - cz臋艣膰 II tomu IV. 2010-05-23

Zapraszamy na II odcinek IV tomu ilustrowanej powiastki pt. "Ogniem i Miechem."

Winieta – Rafa艂 Walendowski (www.rafalwalendowski.com)
Zdj臋cia – Artur Pol.
Cyfrowa obr贸bka fotograficzna – Studio POLART – Artur Pol.
Scenariusz – Babka Onegdajka.
Re偶yseria – Kresowy Zago艅czyk, II Re偶yser – Artur Pol.

D艂ugo jechali w zupe艂nym milczeniu, bowiem Dudka m臋czy艂 okrutny kac pospolity, Studzi艅skiego za艣 du偶o straszniejszy kac moralny.
– Dar艂a si臋 ta zmora w niebog艂osy – ni z tego, ni z owego zacz膮艂 pu艂kownik Dudek, kt贸ry po przekroczeniu Sanu wyra藕nie lepiej si臋 poczu艂.
– Jaka zmora? – szorstko zapyta艂 pan Zbigniew.
– Ta, kt贸r膮 偶e艣 w nocy dusi艂, ta sakramencko zgrabna… Co wa艣膰 jej uczyni艂, 偶e towarzystwo nasze porzuci艂a tak nagle?
Studzi艅ski gro藕nie spojrza艂 na Dudka, a偶 ten w k艂臋bek si臋聽zwin膮艂. Zn贸w nasta艂a d艂u偶sza聽chwila milczenia i dopiero,聽gdy wiatr zachodni bicie dzwon贸w klasztornych z Le偶ajska przyni贸s艂, pan Zbigniew przem贸wi艂.
– Ryngraf mnie uratowa艂…
–聽O Koniuszego siostrze m贸wisz?
– 呕adna to Koniuszego siostra. Ta baba strzyg膮 by艂a!!! – z obrzydzeniem wyzna艂 Studzi艅ski.
– Chyba ci臋 waszmo艣膰 „Husaria” jeszcze trzyma聽–聽szybko zdiagnozowa艂 Dudek.
– Widzisz t臋 dziur臋 w kolczudze?
– Widz臋… M贸wi艂e艣, panie Zbigniewie, 偶e j膮 kula turecka zrobi艂a.
– T臋 po tureckiej kuli na ramieniu nosz臋, a ta na piersi jest przecie偶!

– Mo偶e i tak, ale co z tego? Strzyga ci j膮 pazurem wydrapa艂a? – kpi艂 Dudek. – Z daleka wida膰, 偶e zardzewia艂a. Stara jak 艣wiat by膰 musi.
– Ha, pewnie, 偶e zardzewia艂a. A jaka ma by膰?... Skoczy艂a na mnie ta j臋dza, go艂a do mnie przylgn臋艂a, ale wtedy ryngraf parzy膰 j膮 pocz膮艂… Wrzask by艂 okropny. Nagle w sow臋 si臋 zmieni艂a i pewnie, bez 偶adnej szkody, precz by usz艂a, ale szpon贸w z kolczugi wyj膮膰 nie mog艂a…聽 Szamota艂a si臋 jak w艣ciek艂a i, imaginuj sobie waszmo艣膰,聽 zesra艂a mi si臋 na zbroj臋! Jakem w dzi贸b strzeli艂, to zaraz si臋 odczepi艂a i hyc przez聽komin.
– A ko艅 te偶 kominem uszed艂? – dalej drwi艂 z niego pu艂kownik.
–聽Ko艅 wrotami wybieg艂, ale nim to uczyni艂, na ptasi膮 mod艂臋 si臋 zesra艂!!!聽
– Czyli m贸wisz, waszmo艣膰, 偶e 艂ajno strzygi dziur臋 w kolczudze ci wy偶ar艂o?
– Nie dworuj sobie ze mnie, bo gdyby nie ja, by艂by艣 teraz Dudkiem bez dudki. Ca艂y atak na siebie wszak wzi膮艂em.
– Gdyby nie ty?... A kto mi dziewk臋 naraja艂?聽Komu ta艅cowa膰 z go艂膮 bab膮 si臋 chcia艂o? –聽s艂usznie protestowa艂 pu艂kownik.
– Cicho!…聽–聽rzek艂 Studzi艅ski
– Co cicho? Co cicho?
– Cicho!, m贸wi臋. Jaka艣 jazda ku nam zmierza.
Ledwie zd膮偶yli zjecha膰 z duktu i schowa膰 si臋 w lesie, a z naprzeciwka wy艂oni艂a si臋 spora grupa je藕d藕c贸w. Nie szli szykiem, jak to czyni艂o wojsko, ale lecieli ca艂kiem bez艂adnie, rzek艂by艣 dziko. Po oporz膮dzeniu zna膰 by艂o wyra藕nie, 偶e to kupa swawolna las przemierza. Przodem, na porz膮dnym聽dzianecie, herszt聽 jecha艂, za艣 tu偶 za nim, na r贸wnie zacnym koniu, jaka艣 niewiasta w obcis艂ych portkach.聽

Z daleka trudno rozezna膰 by艂o czy jest 艂adna, ale ponad wszelk膮 w膮tpliwo艣膰 nale偶a艂a do sakramencko zgrabnych.



Koniec聽cz臋艣ci II tomu IV聽