STRONA GŁÓWNA | WITAMY | KONIE MAŁOPOLSKIE | PSY | KRESOWE KLIMATY | OFERTA STADNINY
GALERIA FOTO |  KRESOWY ZAGOŃCZYK DONOSI |  OGNIEM I MIECHEM                                                                                          
Ogniem i Miechem


Jako, że od naszego kowala, Jacka Styrny, dociera do nas wiele arcyciekawych zdjęć, postanowiliśmy złożyć z nich ilustrowaną historyjkę, inspirowaną "Trylogią" H.Sienkiewicza. Podkreślając fakt, iż główną rolę zawsze odgrywa kowal, dzieło szumnie zatytułowaliśmy "Ogniem i Miechem".





Z wielką przyjemnością i pewną nieśmiałością przedstawiamy kolejny odcinek "Ogniem i Miechem", powiastki utrzymanej w klimacie Trylogii. 

Afisz – Na podstawie obrazu Władysława Podkowińskiego  „Szał Uniesień”.
Ilustracja końcowa – Józef Brandt „Jeździec Kozacki”.
Grafika – Rafał Walendowski (www.rafalwalendowski.com)
Zdjęcia – Artur Pol. 
Cyfrowa obróbka fotograficzna   – Studio POLART – Artur Pol.
Scenariusz – Babka Onegdajka.
Reżyseria – Kresowy Zagończyk, II Reżyser – Artur Pol.

Gdy na dziedziniec łabuńskiego zamku przywieziono rannego Styrnę, życie jego ledwie się tliło i zapewne zgasłoby na amen, gdyby nie pewna kobieta, która onegdaj u księcia zielarką była. Stosując tajemne chwyty z pogranicza sztuki kaletniczej i, nieznanej naonczas, medycyny jądrowej, uchodzącej duszy uciec nie dała i sprawiła, że rycerz nie tylko przytomność, ale i pogodę ducha wnet odzyskał. 

Trzy niedziele pan Jacek z łoża nie wstawał, gdyż owa zielarka zaleciła mu ranę, od środka, bardzo obficie miodem pitnym zalewać.  A gdy do zdrowia wreszcie przyszedł, kiedy siły i równowagę odzyskał, wziął  go książę na spytki, by się całej prawdy dowiedzieć . 

– Bohun stado nielichych koni trzymał…– zaczął pan Styrna. – Wszystkim jego klaczom król dotacyje przyznał, ale godziwie żyć z tego Bohun nie umiał, bowiem utrzymanie stada tak wielką fortunę pochłaniało, że i nagromadzonych łupów w końcu zbrakło. – Książę pokiwał głową ze zrozumieniem. – Mówi mi tedy Bohun, że za morze wyjechać musi, bo tam Ketling pałac stawia i ludzi szuka… – prawił dalej pan Styrna. – Powiada mi, że ja kubek w kubek do niego podobny, i że co miesiąc dotacyje za niego odbierał będę, a on mi za to procenta da godziwe. Dodał jeszcze, że jeśli sprytem  zdołam kniaziównę podejść, mogę w jego imieniu amorów, z lekka, zakosztować… – westchnął pan Jacek, a Książę znów pokiwał głową, dając znać, że go świetnie rozumie. – Cóż było robić? Tak mnie zwiódł, że nijak wyłgać się nie mogłem i przysięgając na szablę, pomoc mu przyrzekłem. – kontynuował Styrna. – Ale sprytny Bohun, gdy tylko Ketling przydzielił mu kwaterę, kniaziównę do Londynu cichcem ściągnął! Jeno ta szara kancelaryjna robota mi z tego paktu została. – ubolewał pan Jacek.

– W zaufaniu, powiem ci, waszmość, że teraz kniaziówna z Ketlingiem już siedzi, a Bohun w odstawkę poszedł. Nawet Horpyna się go wyrzekła. – ozwał się książę pan. – Szkoda człeka, bo żołnierz z niego był dobry, ale o najgorszym on jeszcze nie wie. – ciągnął dalej.  – Powiadają, iż Koniuszy Koronny w pojedynku przez rozum był cięty, i że od tego czasu na umyśle szwankuje.  Udumał on sobie, że maść wojennego konia jakoby moro maskująca być musi, przeto królewskie   dotacyje jeno srokate konie brać teraz będą! – wyjawił książę.  – Ja jednak za nic mam te ich dotacyje i bohunowe stado chętnie przygarnę, bo dobrych klaczy nigdy za wiele. Bohun wróci, to się rozliczymy. – skwitował magnat.

Wyrozumiały książę mistyfikację panu Styrnie łaskawie wybaczył i w Dudkowej chorągwi służyć dalej pozwolił. A Bohuna pan Jacek w urzędach udawać już nie musiał, albowiem za dotacyjami ci tylko teraz chodzili, którzy lada jakie srokacze mieli.
O dziwnych reformach Koniuszego, o jego pstrokatych pomysłach, wnet zrobiło się głośno nie tylko w całej Koronie, ale także i na Litwie. Wtedy właśnie w polskim języku zadomowiło się powiedzenie: mieć pstro w głowie, które po dziś dzień funkcjonuje.    

Koniec cz.1 tomu II.