STRONA GŁÓWNA | WITAMY | KONIE MAŁOPOLSKIE | PSY | KRESOWE KLIMATY | OFERTA STADNINY
GALERIA FOTO |  KRESOWY ZAGOŃCZYK DONOSI |  OGNIEM I MIECHEM                                                                                          
Ogniem i Miechem


Jako, że od naszego kowala, Jacka Styrny, dociera do nas wiele arcyciekawych zdjęć, postanowiliśmy złożyć z nich ilustrowaną historyjkę, inspirowaną "Trylogią" H.Sienkiewicza. Podkreślając fakt, iż główną rolę zawsze odgrywa kowal, dzieło szumnie zatytułowaliśmy "Ogniem i Miechem".





Oto przedostatnia odsłona II tomu ilustrowanej powiastki "Ogniem i Miechem".

Winieta oraz grafiki – Rafał Walendowski (www.rafalwalendowski.com)
Zdjęcia – Artur Pol.
Cyfrowa obróbka fotograficzna – Studio POLART – Artur Pol.
Scenariusz – Babka Onegdajka.
Reżyseria – Kresowy Zagończyk, II Reżyser – Artur Pol.


Książę widząc, że sytuacja nabiera powagi, postanowił rzucić wszystko na jedną szalę. Wezwał do siebie pana Kowalskiego, oficera rajtarii, u którego wielki  geniusz wojenny i spryt bitewny często przeplatały się z niepojętą głupotą, tworząc najbardziej nieprzewidywalną siłę bojową w dziejach polskiego oręża.  
Roch Kowalski otrzymał rozkaz, by do Krakowa niezwłocznie pojechać, tam Koniuszego odszukać, w dogodnej chwili płazem, na oczach gawiedzi, solidnie stłuc, a potem prędko na Śląsk dla niepoznaki uciec i siedzieć tam do odwołania. W razie draki wszystko miał zrzucić na Bohuna. 
 
Robota wydała się rycerzowi łatwa, lekka i dość miła, przeto myślał o niej z przyjemnością.
 – Pana Koniuszego płazem dziabnąć trzeba… To ciekawe, bo z płazów to jeno żabę znam… – w skrytości serca dumał pan Roch. – A między żabami, hydrauliczna najlepiej w ręku leży... – podsumował myśli, poczym spakował ekwipunek i ruszył w drogę. 

W ślad za panem Kowalskim wysłał książę pułkownika Dudka, by pozostając w ukryciu, na wszystko miał baczenie i w razie potrzeby interweniował. Do towarzystwa przydzielił mu Styrnę, który Kraków znał doskonale.
Cieszył się Dudek z tej misji, gdyż w Krakowie obiecywał sobie nieco przygód zażyć, a po drodze konia nowego wypróbować. A był to rumak niepospolitej krwi i urody. Nabył go na targu w Tyszowcach, gdzie pewien przyparty do muru szlachcic całe stado sprzedawał, utraciwszy królewskie dotacje.

Z misji radował się również pan Styrna, który z Krakowa pochodził i liczną miał tam rodzinę.
Tak się obaj wyjazdem cieszyli, że rychło miarę w napitkach przebrali, gubiąc ślad pana Rocha już w Tarnogrodzie.
Bojąc się księciu na oczy pokazać, postanowili swą podróż kontynuować i w wigilię Bożego Ciała, stanęli w Krakowie. Roch Kowalski przepadł jednak jak kamień w wodzie, a na dodatek żadnej pewności nie było, że do Krakowa w ogóle dotarł.
Gdy minął tydzień,  wielka rozterka ich ogarnęła. Pan Dudek koniecznie chciał wracać, lecz Styrna, jako człek bardzo pobożny, pragnął całą oktawę Bożego Ciała w Krakowie przeżyć. Dudek ani myślał go słuchać i dopiero, gdy kompan pochodem Lajkonika go skusił, o dwa dni wyjazd łaskawie przełożyć raczył.
W pierwszy czwartek po Bożym Ciele udali się więc na rynek, ażeby podziwiać słynną zabawę.
Mrowie ludzi tam było: duchowieństwo, wielmożowie, okoliczna szlachta, patrycjat cały, zwykli mieszczanie, żacy, żołnierstwo i lud prosty. A pośród tłumów Lajkonik brylował.
Tego roku, czy to ze zmęczenia czy to z nadmiaru zacnych napitków, na modłę szachowego konika wiódł swój rytualny taniec. Nie bardzo to ludzi dziwiło, gdyż zupełnie co innego rzucało się w oczy. Lajkonikowy wierzchowiec srokatej był maści!!! Urzeczony Koniuszy jako hołd dla swej osoby ten symbol  odczytał, jawne poparcie reform w nim widząc. Z chęcią zatem przyzwolił, by przebieraniec się zbliżył. A gdy do tego już doszło, Lajkonik skoczył do szarży z takim impetem, z jakim tylko polska jazda skoczyć może.

Koniuszy pięć błyskawicznych cięć na łeb przyjął i z nóg się osunął. Tymczasem Lajkonik taneczny krok na dziki cwał zamienił i korzystając z wielkiego zamieszania bezkarnie umknął.
Pewnie na amen Koniuszego by zatłukł, gdyby nie pewien oficer, który swą szablą go osłonił, mistrzowskim ruchem zamachowcowi broń wytrącając.       

Pułkownik Dudek i pan Styrna nagle dostrzegli, że ów Lajkonik to Roch Kowalski, ale uczynić już nic nie mogli.                                                                  


Koniec części IV tomu II