STRONA GŁÓWNA | WITAMY | KONIE MAŁOPOLSKIE | PSY | KRESOWE KLIMATY | OFERTA STADNINY
GALERIA FOTO |  KRESOWY ZAGOŃCZYK DONOSI |  OGNIEM I MIECHEM                                                                                          
Ogniem i Miechem


Jako, że od naszego kowala, Jacka Styrny, dociera do nas wiele arcyciekawych zdjęć, postanowiliśmy złożyć z nich ilustrowaną historyjkę, inspirowaną "Trylogią" H.Sienkiewicza. Podkreślając fakt, iż główną rolę zawsze odgrywa kowal, dzieło szumnie zatytułowaliśmy "Ogniem i Miechem".





Zapraszamy na ostatni odcinek II tomu ilustrowanej powiastki, mocno czerkniętej staropolskim klimatem. 

Winieta  – Rafał Walendowski (www.rafalwalendowski.com)
Zdjęcia – Artur Pol.
Cyfrowa obróbka fotograficzna  – Studio POLART – Artur Pol.
Scenariusz – Babka Onegdajka.
Reżyseria – Kresowy Zagończyk, II Reżyser – Artur Pol.
Artystycznej adaptacji gołego tyłka dokonał Artur Pol, na podstawie dzieła Franciszka Żmurki pt. „Z rozkazu padyszacha”.
  

 

Długo pułkownik Dudek spierał się z panem Styrną czy jest hańbą od Lajkonika w łeb dostać. Pan Styrna twierdził, że to obciach wielki, Dudek natomiast wielkiego wstydu w tym widzieć nie chciał  i nalegał, by prawdziwą hańbą dzieła dopełnić. 
 –  Co zatem planujesz, waszmość? – dał za wygraną pan Jacek.
 –  Jak to co? – uśmiechnął  się pułkownik i jął wywijać swym buzdyganem, przytykając go tu i ówdzie.

                                                        

Po całonocnym marszu dotarli w okolice zamku Korzkiew. Zostawiwszy konie w ustronnym miejscu, udali się pod zamkowe mury. Tu pułkownik Dudek zamierzał rozstać się z towarzyszem.
–  Jeśli za godzinę nie wrócę, znaczyć to będzie, że przepadłem, a wtedy nic mi po tobie i koniach naszych… Lwowskim Traktem do Łabuń ruszysz i całą prawdę księciu wyjawisz… Oczy miej z tyłu i bacz czy kto za tobą nie goni. Czuj duch, towarzyszu! 
Słowa szalonego pułkownika jeszcze nie przebrzmiały, gdy ten karkołomną wędrówkę po linie już zaczął.

Wnet dotarł na mury i rozejrzawszy się nieco, niczym kot dopadł drewnianego balkonu. W oknie witraż był zamiast zwykłej szyby, zerknął więc  Dudek przez najjaśniejsze, żółtawe, szkiełko, które na fragment sypialni przymglony widok dawało. Zdało mu się, że nagą niewiastę w łożu zobaczył i natychmiast utkwił swój niespokojny wzrok w dorodnych biodrach, szerokich jak step, którego okiem nawet sokolim nie zmierzysz.

Zaczął dygotać cały, pot go oblał gorący, rozum precz poszedł, jeno emocje grały.
Uchyliwszy okno, bezszelestnie wślizgnął się do komnaty jakoby jaszczurka jakaś… Ledwie to uczynił, a leżąca postać, nagle zerwała się na równe nogi! Chwyciła pistolet i krzycząc w niebogłosy, alarm wszczęła!

Zrazu poznał pułkownik, że z samym Koniuszym ma do czynienia, ale nim dobrze pomyśleć zdołał, straże go otoczyły, na halabardy biorąc. Był więc zgubiony… 


Koniec tomu II