STRONA GŁÓWNA | WITAMY | KONIE MAŁOPOLSKIE | PSY | KRESOWE KLIMATY | OFERTA STADNINY
GALERIA FOTO |  KRESOWY ZAGOŃCZYK DONOSI |  OGNIEM I MIECHEM                                                                                          
Ogniem i Miechem


Jako, że od naszego kowala, Jacka Styrny, dociera do nas wiele arcyciekawych zdjęć, postanowiliśmy złożyć z nich ilustrowaną historyjkę, inspirowaną "Trylogią" H.Sienkiewicza. Podkreślając fakt, iż główną rolę zawsze odgrywa kowal, dzieło szumnie zatytułowaliśmy "Ogniem i Miechem".





Zapraszamy na kolejny odcinek ilustrowanej powiastki pt. "Ogniem i Miechem."

Winieta  – Rafał Walendowski (www.rafalwalendowski.com)
Zdjęcia – Artur Pol.
Cyfrowa obróbka fotograficzna – Studio POLART – Artur Pol.
Scenariusz – Babka Onegdajka.
Reżyseria – Kresowy Zagończyk, II Reżyser – Artur Pol.




– To powiadasz waszmość, że ty jesteś ten słynny Zbigniew Studziński… – zaczął pułkownik Dudek.
– Właściwie to ja jestem Jan Zbigniew Studziński… Ale, że świętych Janów jest chorągiew cała i w tym tłumie bym przepadł, gdybym kolejnym został, przeto jako Zbigniew występować wolę, bo choćbyś ze świecą szukał, żadnego Zbigniewa wśród świętych nie znajdziesz…
– O, to wysoko waść mierzysz – skomentował Dudek. – A gdzieżeś się tak w szachy grać nauczył – zadał pytanie z innej parafii.
– W Warężu, w klasztorze… Była tam przeorysza nadzwyczaj wielkiego rozumu, co mnie gier rozmaitych uczyła…  Najbardziej w wilka i owce igrać tam lubiłem, bo szachy mocno zawiłe. Lecz gdy wszystkie zasady pojąłem, wrodzony geniusz wnet się obudził i postrzegłem, że dryg mam do tego całkiem nielichy.
– Gdyby nie ów dryg objawiony, całą dzikość bym postradał, albo i życie nawet – przyznał Dudek. – Dziękuję waszmości za ocalenie, dłużnikiem twym jestem…
– Jako człek uczciwy, wyjawić muszę, że zlecenie opłacone już zostało –  chłodno rzekł pan Studziński. 
– Jak to? O czym waść mówisz?
– Dłużnikiem łabuńskiego fraucymeru jesteś, panie Dudek… Wszystkie dwórki się złożyły, byś anioła stróża miał przy sobie.
– Wszystkie?!
– Oprócz jednej, co z ubogiego zaścianka pochodzi. Ale i ona rękę do sprawy przyłożyła…
– Jak to przyłożyła?... Chyba nie dosłownie? – zazdrośnie spytał Dudek, będąc wyraźnie zaniepokojony.  
– To moja sprawa – zgasił pułkownika pan Zbigniew, poczym zarumienił się nieco.
– Skoro waszmości sprawa, to chyba do obu rąk być musi? – przyciął pułkownik.  
–  Można do obu, a można do jednej… – skromnie odparł Studziński, nie przestając się czerwienić. 
– A dlaczegóż to waćpan książęcego zlecenia przyjąć nie chciał? Czym cię te baby kupić zdołały? – dociekał zagniewany pan Dudek.  
– Świeckich zleceń już od dawna nie biorę, same religijne jeno… Widzisz pan, panie pułkowniku, aniołem stróżem być, to zupełnie co innego. Prawdą jest, że po dawnemu krew się czasem poleje, wszak jednak anioł to zawsze anioł… 
– Skoro za anioła waszmość robisz, to może jakiś anielski trunek nosisz przy sobie? – zapytał  Dudek, którego nagły smutek ogarnął .
– Pewnie, że noszę – uśmiechnął się Studziński, poczym wyciągnął z juków zgrabną flaszeczkę i podał strapionemu pułkownikowi. Ten zaś podejrzliwie badać ją zaczął, obracając we wszystkie strony.

– Skrzydeł szukasz? Są w środku – skomentował pan Zbigniew.
Otworzył wreszcie Dudek tę tajemniczą buteleczkę, a wtedy woń błogości go doszła, zdradzając obecność dobrego ducha, który w szklanym wnętrzu siedział. Zapragnął owego ducha posiąść, wchłonąć go, oddać mu się... Jak postanowił, tak też uczynił.

– Co to?! Co to jest, panie dobrodzieju?!... Zacności wielkiej, ale moc sakramencka!!! Tchu złapać nie mogę…
– To „Husaria Koronna”, okowita gromowładna, znienacka biorąca. Tylko dla orłów… – tłumaczył Studziński. – Klasztorna robota...

– Tura powalić może!
– Husaria to husaria. Bywało, że całe regimenty z nóg zwalała – cieszył się pan Zbigniew.
– Nie ma to jak polska jazda – skwitował pułkownik, przekazując trunek swemu rozmówcy. – Niech moc będzie z tobą – dodał.
–  No, to jazda! – zawołał Studziński, a potem tak solidnie pociągnął, że wnet skrzydeł dostał.
Niebawem obaj się wznieśli ponad ten padół ziemski i bujając w obłokach, twardo posnęli.  


Koniec części III tomu III