STRONA GŁÓWNA | WITAMY | KONIE MAŁOPOLSKIE | PSY | KRESOWE KLIMATY | OFERTA STADNINY
GALERIA FOTO |  KRESOWY ZAGOŃCZYK DONOSI |  OGNIEM I MIECHEM                                                                                          
Ogniem i Miechem


Jako, że od naszego kowala, Jacka Styrny, dociera do nas wiele arcyciekawych zdjęć, postanowiliśmy złożyć z nich ilustrowaną historyjkę, inspirowaną "Trylogią" H.Sienkiewicza. Podkreślając fakt, iż główną rolę zawsze odgrywa kowal, dzieło szumnie zatytułowaliśmy "Ogniem i Miechem".






Zapraszamy na III odcinek IV tomu ilustrowanej powiastki pt."Ogniem i Miechem."

Winieta – Rafał Walendowski (www.rafalwalendowski.com)
Zdjęcia – Artur Pol.
Cyfrowa obróbka fotograficzna – Studio POLART – Artur Pol.
Scenariusz – Babka Onegdajka.
Reżyseria – Kresowy Zagończyk, II Reżyser – Artur Pol.

W Tarnogrodzie, w karczmie „Pod Kobylim Cyckiem” ludzi nie było wcale, jeno stary karczmarz po izbie się kręcił, więc ledwie weszli, a już wyrósł przed nimi, do stołu prosząc.     
– O, widzę, że waszmości strzyga na kolczugę napluła – rzekł dziadek, spoglądając  na dziurę w zbroi i straszną rdzę na jej brzegach.   
– Słucham?
– Mówię, że chyba strzyga waści napluła, albo co gorszego z siebie wymiotła…

Pan Zbigniew wnet zrozumiał, że z prawdziwym znawcą ma do czynienia, zaprosił dziadka do towarzystwa, srebrną  monetę na stole położył i o strzygi dokładnie rozpytywać zaczął. Stary karczmarz opowiadał chętnie, ze szczegółami wszystko klarował i rady dawał roztropne. A wiedział naprawdę wiele, gdyż w ciągu długiego życia z niejednego pieca chleb kosztował i niejedną bułkę w garści trzymał.
Z początku Dudek lekceważył te opowieści i powątpiewał mocno, lecz gdy dziadek rozpiął hajdawery, by swój dramat wyjawić, pułkownik spoważniał nagle i wielki strach go ogarnął.

– Taka to jest właśnie zapłata… – skarżył się karczmarz. – Chwila rozkoszy, a później męka dozgonna… Nie tylko mnie to spotkało. Wielu nieszczęśników na dzikie odludzia zbiegło, przed światem się kryjąc. Bo cóż takim przyrodzeniem czynić można? Sicz jeno, nic innego... I to jeszcze kucać teraz trzeba! – ubolewał dziadek. – Z takich właśnie zbiegów osada w Bieszczadach powstała, którą Siczą zowią – prawił w smutku. 
– I nie ma na te bestie żadnego sposobu? – zapałał wściekłością Dudek.
– Jest… Wyłapać i zakatrupić! Jednak by strzygi na amen katrupić, sposoby znać należy, bo każda dwie dusze posiada... Najlepiej polować, gdy ruję mają. Wtedy same lgną do człeka i kuszą. Przez resztę roku płochliwe są jakoby gęsi dzikie i w matecznikach siedzą aby.
– A kiedy u nich te ruje? – zapytał Studziński.
– Jak u kobył, panie. Teraz właśnie… Jeno wiedzieć trzeba, że wraz z rują szóstego zmysłu dostają i złe zamiary już z daleka zwąchać potrafią, zwłaszcza te stare, życiem doświadczone. 
– A po kiego one na chłopów tak dybią? Przecież tylko z wampierzem potomstwo mieć mogą – dociekał Dudek.
– Prawdę pan mówisz, panie pułkowniku, że jeno z wampierzem, ale wampierz szybki jest jakoby kogutek i byle co w gaciach chowa, przeto strzygi na ludzi dybią, by prawdziwej uciechy zakosztować. Wielu w ten sposób przepadło, a ilu przepadnie jeszcze…

– To jest jaka rada na te potwory, czy nie ma żadnej ? – dopytywał się Studziński.
– Młodą podejść można, starą trudniej, a na Spardziochę rady nie widzę żadnej.
– Co to za Spardziocha? – ozwał się Dudek.
– O!, nie ma strzygi nad Spardziochę… To ich królowa... Ona jedna wody święconej się nie boi, a ruję ma na okrągło. Sto lat skończyła, ale trzyma się dobrze. Ona to właśnie mnie tak okaleczyła, bestia jedna… Zaślepiło mnie, bo żeby choć ładna była…
– Chyba musiała być bardzo zgrabna – głośno pomyślał Dudek. 
– Sakramencko... Sakramencko zgrabna była – rzekł karczmarz i gorzko zapłakał. 

 

Koniec części III tomu IV