STRONA GŁÓWNA | WITAMY | KONIE MAŁOPOLSKIE | PSY | KRESOWE KLIMATY | OFERTA STADNINY
GALERIA FOTO |  KRESOWY ZAGOŃCZYK DONOSI |  OGNIEM I MIECHEM                                                                                          
Ogniem i Miechem


Jako, że od naszego kowala, Jacka Styrny, dociera do nas wiele arcyciekawych zdjęć, postanowiliśmy złożyć z nich ilustrowaną historyjkę, inspirowaną "Trylogią" H.Sienkiewicza. Podkreślając fakt, iż główną rolę zawsze odgrywa kowal, dzieło szumnie zatytułowaliśmy "Ogniem i Miechem".





Zapraszamy na IV odcinek IV tomu ilustrowanej powiastki pt."Ogniem i Miechem."

Winieta – Rafał Walendowski (www.rafalwalendowski.com)
Zdjęcia – Artur Pol.
Cyfrowa obróbka fotograficzna – Studio POLART – Artur Pol.
Scenariusz – Babka Onegdajka.
Reżyseria – Kresowy Zagończyk, II Reżyser – Artur Pol.

Nasłuchawszy się o strzygach, Dudek zasnąć z wrażenia nie mógł. Ciarki go przechodziły na samą myśl o tych harcach w szopie i o niebezpieczeństwie, jakiego wtenczas uniknąć zdołał.
Pan Studziński spać nawet nie próbował. Siedział w kącie i miód zacny sączył, mając nadzieję, że jakiś fortel do głowy mu przyjdzie. Marzyła mu się przeciw strzygom krucjata. Dumał jak tu pojmać Spardziochę, na amen ją zakatrupić, lud wyswobodzić i dzięki tym uczynkom świętym zostać.      

O brzasku głośne walenie rozległo się nagle. Studziński za szablę chwycił, to samo Dudek uczynił, poczym zbiegli na dół.
– Jakiś włóczęga za drzwiami stoi, ale gębę ma szlachetną... – oznajmił zaspany karczmarz.
– Czego dusza pragnie? – groźnie zapytał przez drzwi pan Zbigniew. 
– Jam jest oficer Jego Książęcej Mości Jeremiego Trycyckiego, pana na Łabuniach i Tryczyczu... Na gościńcu mnie napadnięto i ograbiono – opowiedział się przybysz.
– Toż to pan Styrna! – krzyknął Dudek, głos rozpoznając.  – Otwieraj! – polecił karczmarzowi. – Niech to cholera, koń przepadł!!! – zaklął pod nosem.
W świetle wschodzącego słońca ujrzeli postać odzianą w szmaty brudne, ale z jej oczu taka szlachetność biła, jakby na sobie aksamity miała.

– Dopadli mnie w samym Przeworsku, zaaresztowali konie, kwit z pieczęcią Koniuszego w zamian dając – prawił pan Styrna przy śniadaniu.  
– Jak śmieli cię szat pozbawić? – wołał zbulwersowany Dudek.
– Tego uczynić nie śmieli, bo sprawa publicznie się działa i brać szlachecka nie dopuściłaby do gwałtu... Żyd pewien, co do Szczebrzeszyna jechał, na wóz mnie zabrał, ale nas za Sieniawą jakaś kupa swawolna dopadła. To oni zabrali nam wszystko... Szaty z nas zdarli i całkiem goło puścili. A była w tej bandzie dziewka pewna, która nagość moją widząc, czepiła się niczym pijany płotu. Precz pognałem, a ona wówczas charknęła na mnie ohydnie... Rękę mi opluła, którą swój wstyd zasłaniałem. Parzyło jak diabli. Do dziś jeszcze piecze...
– Zgaduję, że była niezbyt ładna, ale za to sakramencko zgrabna – zaskoczył Styrnę pułkownik Dudek.
– Jako żywo, taka właśnie była!
– To strzyga Spardziocha – wyjaśnił Studziński. – Hej, karczmarzu odsłoń i panu Styrnie rąbek tajemnicy.
Karczmarz posłusznie opuścił gacie i ku przestrodze bliźniego raz jeszcze ukazał swój dramat, klarując co było przyczyną. Pan Jacek zerknął ostrożnie, zbladł natychmiast, poczym apetyt stracił.

– Tak sobie myślę, że Spardziochę przechytrzyć jeno ten może, kto dwoistą, jako i strzyga, naturę posiada – filozoficznie zaczął Studziński. – Musi to być człek na tyle głupi, by szczerze pozwolić się kusić, ale tak mądry, że w końcu skusić się nie da – wyłożył pokrótce.
– Sprytnie to waszmość wykoncypował, ale jestże taki? – ozwał się karczmarz.
– Jest!...  Ja go znam i wy dobrze go znacie – rzekł pan Zbigniew do pułkownika Dudka i pana Styrny.
– A któż to taki?
– Roch Kowalski. 
– Przecie on na Śląsku siedzi i bez rozkazu nigdy w życiu nie wróci – dziwił się Dudek.
– To trzeba mu rozkaz doręczyć – skwitował Studziński. – Gdy ją Roch zakatrupi, po części nasza to będzie zasługa. Zacny uczynek zrobimy.    
– Po co od razu katrupić? Lepiej jej smycz założyć i na wrogów puszczać!– oponował Dudek.    
– Czmychnie przy lada okazji i tyle z niej pożytku miał będziesz. Katrupić trzeba i koniec! 
–  Ja, jako człek, któremu Spardziocha krzywdę wyrządziła nieludzką, powinienem za katrupieniem obstawać pierwszy, ale jakoś szkody mi tej dziewki … – wtrącił karczmarz. – Wiem, że są sposoby, by strzygę do służby nakłonić. U krasnobrodzkich braciszków strzygi w polu jeszcze nie tak dawno robiły, gnój wywalały i inne posługi rozmaite czyniły.
– W klasztorze strzygi trzymali? – dziwił się bogobojny pan Styrna.
– Czy w samym klasztorze, to nie wiem, ale Krasnobród macie po drodze, możecie wstąpić i popytać. Szukajcie młodego mnicha, co ziołami się para i demony bada przeróżne. Nazwiska nie pomnę, ale jakoś na "ski” mu było…  Nocował tu kiedyś u mnie… To człek porządny. 

 

Koniec części IV tomu IV