STRONA GŁÓWNA | WITAMY | KONIE MAŁOPOLSKIE | PSY | KRESOWE KLIMATY | OFERTA STADNINY
                                            NASZE TERENY JEŹDZIECKIE | BRACTWO
Kresowy klimat naszych terenów jeździeckich

Na wschód od naszego Miączyna pośród wsi o czysto polskim imieniu leżą wioski i wioseczki, których nazwy jakoby z Ogniem i Mieczem żywcem wzięte były. Tuż za Miączynem leży Horyszów Ruski, a za nim Hostynne, gdzie ongiś słynna worożycha przemieszkiwała. Na tej samej wysokości są Mołodiatycze i Peresołowice, potem Wilków i Podhorce. Przy samej granicy znajdziesz Horodło, Husynne, Teptiuków, Prehoryłe i Dołhobyczów. Zdać by się mogło, że w owych ostatnich chutorach sotnie kozackie po dziś dzień stoją.



Po wielu kresowych kościółkach znać jest wyraźnie, że to cerkiewki dawne, a pośród cmentarnych krzyży niejeden dwuramienny napotkać można.

Wokół Miączyna wiele się ongiś działo.

Tysiąc lat temu szedł tędy na Kijów Bolesław Chrobry. Miejsce gdzie dokonał przeglądu swych sił licząc je skrupulatnie, miejscowi wskazują po dziś dzień i zwą Obliczynem, lub też z ruska Obłyczynem.

W pobliskim Grabowczyku tworzył swego czasu niejaki Czachórski, którego dzieła kosztują dziś setki tysięcy. Ów Malarz przyjaźnił się z Henrykiem Sienkiewiczem. Obaj panowie polowali razem na wilki, a miejscowe widoki urzekły pisarza tak bardzo, że odzwierciedlił je w "Trylogii" jako scenerię dzikich odległych kresów. Resztki wałów prasłowiańskiego grodu w niedalekich Gliniskach posłużyły Sienkiewiczowi za obraz umocnień Zbaraża.

Dawniej na tych terenach stadniny były tak liczne, jak domy szlacheckie. Sprowadzano do nich tabuny koni z Podola, kupowano cenne araby z najprzedniejszych kresowych stad: od Branickich, Sanguszków i Rzewuskich.

Niektóre miejscowe rody nieprzerwanie siedziały w swych gniazdach przez 600 lat! Po tych ziemiach gnał swe legendarne zaprzęgi hrabia Poletyłło, pan na Wojsławicach, znany w całej Polsce hodowca koni i ekscentryk. Tędy Tuhaj Bej szedł z Chmielnickim na Zamość, niszcząc ogniem i mieczem wszystko co napotkał. Tu, w okolicznych lasach stacjonowała kawaleria styczniowych powstańców. Tymi bezdrożami umykała, dostawszy baty pod Komarowem, niepokonana dotąd Armia Konna Siemiona Budionnego.

Przed wojną w, leżących niemal po sąsiedzku, Ornatowicach pasły się araby Lucyny Rudnickiej, o której piszą w swych dziełach najznamienitsi hipolodzy.

Ale nie tylko historia pachnie tu Kresami, bo kresowy jest także i klimat, który rządzi się po swojemu. Wyże przybywają tu nadzwyczaj często i siedzą znacznie dłużej, niż gdzie indziej w Polsce za nic mając deszczowe zapowiedzi nadawane z Warszawy. Powiadają po chutorach, że lepiej ze Lwowa prognozy słuchać...

Lata przeważnie bywają tu nadzwyczaj upalne, a zimy okrutne. Lecz nie tylko pory roku są tu jeszcze prawdziwe... Współczesna Zamojszczyzna postrzegana jest także jako naturalna ostoja koni małopolskich w dawnym orientalnym typie. Kto zaś by zechciał konnych wypraw zakosztować ten prawdziwy raj pośród Działów Grabowieckich odnajdzie, które tuż za naszą stajnią rozpościerają swe magiczne szerokie przestrzenie.

Działy Grabowieckie to najwyższa część Wyżyny Lubelskiej. Kraina ta leży pomiędzy Zamościem, Hrubieszowem i Krasnymstawem. Walory krajobrazowe, etnograficzne oraz przebogata historia czynią z niej jedno wielkie uroczysko, a zarazem romantyczną enklawę pogrążoną w ciszy i spokoju Bożego zapiecka. Tu cywilizacyjny zgiełk jeszcze nie dotarł, nie narzucił swego jarzma, nie wypaczył natury i osobliwej aury tych ziem.

Sieć asfaltowych szos jest w tym regionie uboga, a ich nawierzchnia licha, przeto ruch tu niewielki i raczej tylko lokalny. Za to dróg polnych i leśnych duktów obfitość jest wielka. Czasem giną one w głębokich wąwozach, skrywają się pośród gęstych krzewów tarniny, lawirują między wzgórzami lub wspinają się na nie, obdarzając cudnym widokiem. Przydrożne kapliczki i rozstajne krzyże napawają wędrowców poczuciem Bożej opieki. W podworskich parkach, zgliszczach szlacheckich majątków, w ruinach zamków krząta się jeszcze dumny i waleczny staropolski duch.

Wielkim urozmaiceniem tej krainy są lasy. Może nie są to wielkie kompleksy, ale jakże barwne i tajemnicze, zdominowane przez buki i graby. Ich największą atrakcją są potężne rozpadliny i jary zwane debrami. Niekiedy ich głębokość sięga kilku pięter, a strome ściany i zwaliska drzew czynią je niedostępnymi. Czasem jednak trafiają się i takie, które śmiało można penetrować konno.

Jakże przyjemnie wydostać się w końcu z mrocznych leśnych wąwozów, wspiąć się na jakiś pagór i doświadczyć szerokiej po odległy horyzont przestrzeni, która tu, na Działach wydaje się szczególna, bo naznaczona klimatem Trylogii i sennym spokojem oazy.